Cofnij
Cofnij do listy

O złotym krzyżu z Chwaliszewa

ludzie patrzą na powódź z okna

– Zerknij, Kacprze, za okno, czy jest jakaś poprawa.
– Nie, mamo, ciągle pada.
– Niedobrze, ziemia jest już tak nasiąknięta, że za chwilę przestanie przyjmować wodę, a wtedy…

Kacper dobrze wiedział, co chciała powiedzieć jego mama. Kiedy był bardzo mały, widział, jak Warta zaczyna się wylewać ze swojego koryta. Rybacy mówili wtedy, że to powódź z morskiej wody, bo widywali w rzece syreny, i że nic tej wody nie zatrzyma – szkodzić będzie człowiekowi, zwierzętom i przyrodzie. Na szczęście woda nie wdarła się wówczas na miejski bruk i do piwnic. Teraz jednak było znacznie gorzej. Warta już dawno zalała okoliczne łąki i pola, z impetem wlewała się do miasta, zamieniając ulice w rwące strumienie.

kałuże Dom Kacpra położony był nieco wyżej od innych zabudowań, dlatego powódź jeszcze nie zagrażała jego rodzinie i ich dobytkowi. Jednak okoliczni mieszkańcy musieli już opuścić swoje siedziby, które woda zalała lub zburzyła swoją nieludzką siłą.

– Jeśli do jutra nie przestanie padać, i my będziemy musieli przenieść się w bezpieczne miejsce – postanowił tata Kacpra, który był rybakiem i znał się na rzeczy. Wiedział, że woda jest życiem, że bez niej ziemia szybko wysycha, rośliny przestają rosnąć, a ludzie i zwierzęta tracą siły. Ale wiedział też, że bywa żywiołem i potęgą, która przynosi choroby i cierpienia. Tata potrafił nawet przewidzieć, w którym roku rzeka wyleje ze swego koryta. Obserwował bacznie przyrodę i ptactwo wodne. Gdy sroga zima przedłużała się, śniegi tworzyły kilkumetrowe zaspy, a słońce zbyt gwałtownie roztapiało tę pamiątkę po zimie, było prawie pewne, że rzeka nie przyjmie całej wody z odwilży i rozleje się na okoliczne pola. Taka powódź była zawsze tragedią dla ludzi, bo niszczyła ich uprawy, a to groziło głodem i niedostatkiem.

Nigdy jednak woda nie była tak niebezpieczna jak w 1736 roku, czyli wtedy, gdy toczy się nasza opowieść. Największa w dziejach miasta powódź niszczyła wszystko, co napotkała na swojej drodze. Ludzie musieli uciekać, pozostawiając cały swój dobytek. Na dodatek woda niosła ze sobą choroby. Nie można było jej pić, nawet po ugotowaniu, nie wolno było się nią myć, bo groziło to bolesnymi dolegliwościami. deszcz

W tej niezwykle trudnej sytuacji ludzie pomagali sobie nawzajem. Kacper z tatą codziennie wypływali swoją łodzią rybacką na miasto i sprawdzali, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Przecież nie wszyscy mieli łodzie czy tratwy. Zdarzyło im się uratować dziewczynkę, przeskakującą przez rwący strumień, który utworzył się na ulicy. Niestety, potknęła się o kamień, wpadła do wody i została porwana przez silny nurt. Kacper, niewiele myśląc, nie bacząc na niebezpieczeństwo, wskoczył do wody, popłynął za dziewczynką i ostatkiem sił wciągnął ją do łódki. Innym razem, gdy opływali miasto, usłyszeli ciche popiskiwanie szczeniaka. Siedział w oknie opuszczonego domu i skomleniem przyzywał pomoc. Kacper z ta tą oczywiście zabrali go na łódkę.

Kacper z tatą ratują ludzi i zwierzęta

Sytuacja była naprawdę trudna. Ludzie powoli tracili nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.

Jednak nawet najczarniejsza noc ma swój koniec, przychodzi świt i wstaje słońce. Tak też było w przypadku wielkiej powodzi. Wszystko zaczęło się pewnego wieczoru, kiedy po ciężkim dniu Kacper i jego tata wracali do domu. Tego dnia pomagali kowalowi przetransportować konie w bezpieczne miejsce, poukładali worki z piaskiem przed spichlerzem, w którym trzymano ważne skarby – ziarna, z których robiono mąkę, a potem pieczono chleb. Uratowali także trzy koty (szarego, białego w brązowe łaty i zupełnie czarnego), które schroniły się na drzewie i tam utknęły, oraz dwie kozy przywiązane do słupa, o których właściciele chyba zapomnieli, uciekając w pośpiechu przed powodzią.

Choć byli bardzo zmęczeni, wciąż bacznie rozglądali się na boki, przecież w każdej chwili ktoś mógł potrzebować ich pomocy. Nagle dostrzegli, że coś połyskuje w pobliżu mostu na Chwaliszewie. Zaciekawieni zaczęli szybko wiosłować. Podpłynęli najbliżej, jak mogli, wtedy Kacper wychylił się z łodzi, żeby wyłowić tajemnicze znalezisko. Zdziwił się bardzo, gdy jego ręka dotknęła czegoś zimnego i metalowego, co na dodatek okazało się bardzo ciężkie. Razem z tatą chwycili więc zagadkową rzecz i wspólnymi siłami wciągnęli na łódkę. Gdy nieco ochłonęli po wielkim wysiłku i spojrzeli na dno łódki, obaj jak na komendę uklękli i się przeżegnali.

Kacper z tatą wyławiają z wody krzyż

W łódce była złota figura Chrystusa na krzyżu! Nie myśląc długo, Kacper z tatą unieśli krzyż i przymocowali do mostu Chwaliszewskiego – tam był bezpieczny, bo woda jeszcze nie dotarła do jego przęseł. W jednej chwili w okolice mostu zbiegli się ludzie, a z nimi ksiądz, który już z daleka wykrzykiwał:

– To znak, to jest dobry znak. Znam tę figurę, widziałem ją w kaplicy na Jasnej Górze. To cud, ludzie, cud, mówię wam!

ludzie na moście Chwaliszewskim

Poznaniacy słuchali uważnie słów księdza, jedni gorliwie się modlili, drudzy tylko żegnali, a jeszcze inni wątpili. W końcu wszyscy rozeszli się do swoich domostw, była już przecież późna noc. A następnego dnia… Nad Poznaniem zaświeciło jasne słońce, wiatr przegnał deszczowe chmury, a woda opadła na tyle, że ludzie mogli rozpocząć wielkie sprzątanie. Radość w mieście była ogromna! Wielu mieszkańców wierzyło, że to właśnie pojawienie się krzyża na Chwaliszewie uchroniło Poznań przed całkowitym zatopieniem.

szlaczek

Poznaj następną legendę

O rogalach świętomarcińskich